Jako rasowa zodiakalna Ryba (a właściwie dwie Ryby, z których każda 'ciągnie' w swoją stronę) od zawsze kierowałam się w życiu wątpliwościami, niezdecydowaniem i częstym brakiem konsekwencji. Precyzyjnie rzecz ujmując to nie ja się nimi kierowałam, ale raczej pozwalałam im przejąć kontrolę nade mną. Zawsze do wszystkiego miałam stosunek ambiwalentny, a każda rzecz / zdarzenie czy podjęta decyzja (mniej lub bardziej istotna) niezmiennie wywoływały u mnie wewnętrzne rozdarcie, lawinę przemyśleń i obiekcji. Np. dlaczego po ponad godzinie spędzonej w przymierzalni w końcu kupiłam tę czarną kieckę (kolejna w szafie), skoro nawet ślepy by dostrzegł że ta złota była bardziej czaderska, trendy, sexy i w ogóle szał ciał! Noooo, ale złota?... Chyba jednak zbyt ekstrawagancka, a mała czarna to jednak mała czarna: ponadczasowa, na każdą okazję, zawsze elegancka i mega kobieca. He he.
Liczyłam (o słodka naiwności!) na to, że może upływ czasu i pęczniejące konto doświadczeń zmienią tę prawidłowość lub przynajmniej ją złagodzą, ale ... nic z tego! Na obecnym etapie mogę śmiało zaryzykować twierdzenie że jest wręcz odwrotnie, tj. gorzej i bardziej dotkliwie :)
Da się z tym żyć (w końcu przyzwyczajenie to podobno druga natura człowieka), ale łatwo nie jest. No chociażby taka niby prozaiczna kwestia założenia bloga. Myślałam już o tym od dawna, ale ... i chciałam i bałam się. No bo w sumie po co - skoro w necie istnieje tyle ciekawych stron, po co powielać tematy, po co uprawiać taką czy inną formę ekshibicjonizmu, po co..., po co..., po co... . Podchody robiłam kilka razy, aż do dzisiaj kiedy jakoś tak wzięło i SIĘ STAŁO :) Kości zostały rzucone, post został wrzucony do sieci, a ja... mam kolejny pretekst do rozważań. W końcu jestem typową kobietą (+_-) Ale o tym to już ewentualnie w innym poście.
Liczyłam (o słodka naiwności!) na to, że może upływ czasu i pęczniejące konto doświadczeń zmienią tę prawidłowość lub przynajmniej ją złagodzą, ale ... nic z tego! Na obecnym etapie mogę śmiało zaryzykować twierdzenie że jest wręcz odwrotnie, tj. gorzej i bardziej dotkliwie :)
Da się z tym żyć (w końcu przyzwyczajenie to podobno druga natura człowieka), ale łatwo nie jest. No chociażby taka niby prozaiczna kwestia założenia bloga. Myślałam już o tym od dawna, ale ... i chciałam i bałam się. No bo w sumie po co - skoro w necie istnieje tyle ciekawych stron, po co powielać tematy, po co uprawiać taką czy inną formę ekshibicjonizmu, po co..., po co..., po co... . Podchody robiłam kilka razy, aż do dzisiaj kiedy jakoś tak wzięło i SIĘ STAŁO :) Kości zostały rzucone, post został wrzucony do sieci, a ja... mam kolejny pretekst do rozważań. W końcu jestem typową kobietą (+_-) Ale o tym to już ewentualnie w innym poście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz