sobota, 24 listopada 2012

Boska FOREVER !

Jako 'typowa kobieta' (to pojęcie będzie się często przewijać w moich postach) mam swoje ikony mody, stylu, inspiracji. Kocham Audrey Hepburn (jak można jej nie kochać?), ubóstwiam Grace Kelly, poważam Brigitte Bardot (za wszystko co zrobiła i nadal robi), ale wielbię ponad wszystko (i wszystkie) jedyną, niepowtarzalną i niedoścignioną Normę Jean Baker.

Pasjami uwielbiam oglądać zdjęcia z MM w roli głównej (nikt nie fotografował jej piękniej niż Milton Greene). Jestem pewna że jej niezrównana fotogeniczność i ponadprzeciętna umiejętność 'flirtowania' z obiektywem nigdy nie znajdą godnej konkurencji.

Jak relacjonują naoczni świadkowie, Marilyn posiadała wyjątkowy dar - potrafiła na zawołanie 'włączać' swój blask, czar, wdzięk i charyzmę. To wewnętrzne światełko niestety wypaliło się zbyt szybko, zapewniająć jej jednak nieśmiertelność i niezagrożoną pozycję w panteonie bóstw ekranu i gwiazd stylu.

A kto jest Waszą ikoną? :)


                                                            zob. historię związku MM & Chanel No 5












piątek, 23 listopada 2012

21. 12. 2012

Od dawna frapuje mnie kwestia końca świata. Frapuje i dołuje. Z pewnością mało to oryginalne a wręcz głupie, ale tak jest. Nic na to nie poradzę. Nie chcę żeby wszystko skończyło się i zatrzymało - ot tak. Bez sensu (chyba??!) A może właśnie wręcz przeciwnie - po coś naprawdę ważnego, choć pozornie niezrozumiałego?? Przecież koniec jest zawsze początkiem. Ale czy zawsze i na pewno czegoś lepszego?

Chcę zdążyć zwiedzić kilka fajnych miejsc, zobaczyć jak zmienia się jeszcze trochę pór roku,  'zaliczyć' wschód słońca (nigdy jakoś nie składało się aby wstać o odpowiednio wczesnej porze), poflirtować z yogą, wygrać w totka, zakończyć (wreszcie!) remont etc. Kruca bomba, mało casu na realizację tak ambitnych zamierzeń :) Poza tym, mam jeszcze w planach napisanie chociaż kilku postów oraz parę innych rzeczy o których na razie nie umiem jeszcze mówić aż tak otwarcie.

Ktoś niedawno stwierdził, że skoro kalendarz Majów kończy się w 2012 roku, to... trzeba będzie kupić nowy! I tej wersji zamierzam się trzymać. Przynajmniej do końca grudnia.

czwartek, 22 listopada 2012

Dwoistość w jedności :)

Jako rasowa zodiakalna Ryba (a właściwie dwie Ryby, z których każda 'ciągnie' w swoją stronę) od zawsze kierowałam się w życiu wątpliwościami, niezdecydowaniem i częstym brakiem konsekwencji. Precyzyjnie rzecz ujmując to nie ja się nimi kierowałam, ale raczej pozwalałam im przejąć kontrolę nade mną. Zawsze do wszystkiego miałam stosunek ambiwalentny, a każda rzecz / zdarzenie czy podjęta decyzja (mniej lub bardziej istotna) niezmiennie wywoływały u mnie wewnętrzne rozdarcie, lawinę przemyśleń i obiekcji. Np. dlaczego po ponad godzinie spędzonej w przymierzalni w końcu kupiłam tę czarną kieckę (kolejna w szafie), skoro nawet ślepy by dostrzegł że ta złota była bardziej czaderska, trendy, sexy i w ogóle szał ciał! Noooo, ale złota?... Chyba jednak zbyt ekstrawagancka, a mała czarna to jednak mała czarna: ponadczasowa, na każdą okazję, zawsze elegancka i mega kobieca. He he.

Liczyłam (o słodka naiwności!) na to, że może upływ czasu i pęczniejące konto doświadczeń zmienią tę prawidłowość lub przynajmniej ją złagodzą, ale ... nic z tego! Na obecnym etapie mogę śmiało zaryzykować twierdzenie że jest wręcz odwrotnie, tj. gorzej i bardziej dotkliwie :)

Da się z tym żyć (w końcu przyzwyczajenie to podobno druga natura człowieka), ale łatwo nie jest. No chociażby taka niby prozaiczna kwestia założenia bloga. Myślałam już o tym od dawna, ale ... i chciałam i bałam się. No bo w sumie po co - skoro w necie istnieje tyle ciekawych stron, po co powielać tematy, po co uprawiać taką czy inną formę ekshibicjonizmu, po co..., po co..., po co... . Podchody robiłam kilka razy, aż do dzisiaj kiedy jakoś tak wzięło i SIĘ STAŁO :) Kości zostały rzucone, post został wrzucony do sieci, a ja... mam kolejny pretekst do rozważań. W końcu jestem typową kobietą (+_-) Ale o tym to już ewentualnie w innym poście.