Od dawna frapuje mnie kwestia końca świata. Frapuje i dołuje. Z pewnością mało to oryginalne a wręcz głupie, ale tak jest. Nic na to nie poradzę. Nie chcę żeby wszystko skończyło się i zatrzymało - ot tak. Bez sensu (chyba??!) A może właśnie wręcz przeciwnie - po coś naprawdę ważnego, choć pozornie niezrozumiałego?? Przecież koniec jest zawsze początkiem. Ale czy zawsze i na pewno czegoś lepszego?
Chcę zdążyć zwiedzić kilka fajnych miejsc, zobaczyć jak zmienia się jeszcze trochę pór roku, 'zaliczyć' wschód słońca (nigdy jakoś nie składało się aby wstać o odpowiednio wczesnej porze), poflirtować z yogą, wygrać w totka, zakończyć (wreszcie!) remont etc. Kruca bomba, mało casu na realizację tak ambitnych zamierzeń :) Poza tym, mam jeszcze w planach napisanie chociaż kilku postów oraz parę innych rzeczy o których na razie nie umiem jeszcze mówić aż tak otwarcie.
Ktoś niedawno stwierdził, że skoro kalendarz Majów kończy się w 2012 roku, to... trzeba będzie kupić nowy! I tej wersji zamierzam się trzymać. Przynajmniej do końca grudnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz